czwartek, 25 sierpnia 2011

Rozdział I Spotkanie


Na dworze było strasznie duszno. Gdyby nie letni wietrzyk trudno by było złapać jakikolwiek oddech. W powietrzu unosił się zapach koszonych traw oraz kwiatów. Nad de mną rozkładał się rząd dużych, liściastych drzew.  Zamknęłam oczy i zaczerpnęłam większego wdechu by nasycić się tym cudownym zapachem i wolnością. Właśnie skończył się rok szkolny. Koniec gimnazjum. Tliło się we mnie tyle różnych emocji. Z jednej strony bardzo się cieszyłam, że to już koniec, nauczycielki już nie będą się tak czepiać wyglądu czy tych nieusprawiedliwionych godzin, ale z drugiej strony czułam też smutek, tyle przeżyłam w tej szkole, poznałam tutaj Megi. Moją najlepszą przyjaciółkę, oraz Jacka mojego chłopaka. Megi twierdzi, że to idealny związek, ponieważ sądzi, że kapitan drużyny football’u i przewodnicząca grupy czirliderek to najlepszy związek jaki można sobie wyobrazić. Uważam, że za dużo naoglądała się romansideł, ale co zrobić. Wraz z przyjaciółką wracałam właśnie do domu. Lekko stukała obcasami zagłuszając tym szumiącą z daleka kosiarkę. Spojrzałam na nią, byłyśmy ubrane w typowy angielski mundurek szkolny. Spódniczka w kratkę, biała bluzka, czarny żakiet i luźno zawiązany krawat. Jak na mój gust, ten strój pasował do niej. Miała bujne, brązowe, długie włosy, duże i piękne zielone oczy oraz jasną karnację. No, i była od de mnie wyższa. Mogłam powiedzieć, że byłyśmy przeciwieństwami. Ja miałam krótkie jasny blond włosy i długą grzywkę ściętą na lewy bok, tak by zakrywała mi znamię, które miałam od dzieciństwa. Niebieskie oczy, oliwkowa cera i jakieś 168 cm. Zauważyła, że na nią patrzę. Uśmiechnęła się.
- O co chodzi ? – przechyliła głowę
- Nie, o nic, pasuje do ciebie ten strój. – zachichotała.
- Oj, Roza. A ty tylko o ciuchach myślisz.
- Nie prawda, nie tylko o tym. – uśmiechnęłam się, ale zaraz spoważniałam – Ciekawe jak będzie w następnej szkole. Jakie będą nauczycielki, oraz ludzie...
- Ech.. są wakacje Roza ! Ledwo co się zaczęły, a ty już o szkole nawijasz. – zaczęła się śmiać- Nie wiem co mam z tobą począć.- widząc moją minę, objęła mnie w pasie i się uśmiechnęła. Jak na przeciętną osobę bardzo dużo się uśmiechała.
- Gdzie chcesz w tym roku pojechać?- spytała
- Jeszcze dokładnie nie wiem, ale na pewno gdzieś pojadę.- W tym roku mama chciała mnie wysłać do Londynu, chociaż wcale nie chce. Mam nadzieję, że będzie dobrze i szybko te dwa tygodnie miną, bo mam zamiar jeszcze pojechać do rodziny. Zawsze mnie gdzieś wysyłają, ale nigdy nie mam czasu dla bliskich...
- Ech… Ty masz fajnie… Zawsze gdzieś jeździsz … Może byś też tak pomyślała o nas i zabrała ze sobą, co?- Uśmiechnęła się do mnie i dodała - Ale ty płacisz.
- No wiesz?! I może jeszcze odrzutowiec mam wynająć ? 
- Roza, no wiesz przecież, że ja się tylko tak z Tobą droczę.- Szturchnęła mnie w ramię. Przewróciłam oczami. Pamiętam jak Megi mi kiedyś opowiadała, że chce objechać cały świat. Było to naszym wspólnym marzeniem.
- A ty gdzieś wyjeżdżasz?
- Raczej nigdzie... Wiesz jak to ja… - wzruszyła ramionami, a jej mina trochę posmutniała. Nigdy nie lubiła rozmawiać o tym, że nie może zafundować sobie wycieczek, jak coś to tylko te tańsze ze szkoły. W jej domu się nie przelewało i wiedziałam tylko o tym ja. Nie lubiła o tym gadać.
- Straszna dziś pogoda. – Szybko zmieniła temat. - Pierwszy dzień wakacji, a tu proszę.- Rzadko zdarzało się, że pada u nas deszcz, chociaż to dziwne, bo mieszkaliśmy na wyspie, w małym miasteczku w Anglii gdzie zawsze było zimno, ale świeciło słońce. Megi nie lubiła wszystkiego, co zimne, okropnie na to narzekała. Ale za to była bardzo zabawna. Byłyśmy w szkole najbardziej popularnymi dziewczynami. W moim życiu dużo się działo. Codziennie jakieś wypady na imprezy, spotkania, potajemne randki. Prawie wcale się nie czuło, że jest szkoła i za to miałam słabe oceny. Rodzice zawsze byli na mnie wściekli. Wysyłali mnie gdzieś bym się uczyła, albo całe dni spędzała w domu.
-Tak, mam nadzieje, że jutro będzie cieplej... Zapowiada się na burze.- Wtedy na niebie pojawił się błysk i rozległ się głośny grzmot. Zaraz po tym zaczęło padać.
- No musiałaś zapeszyć! Kurcze, moje nowe ciuchy! – Krzyknęła Megi
- I kto tu myśli tylko o ciuchach, co ?! - Zaraz po tym wybuchłyśmy śmiechem i pobiegłyśmy w stronę domów. Gdy już doszłyśmy do mojego uścisnęłam się z przyjaciółką i pobiegłam w stronę małego żółtego budynku, najdalej oddalonego od drogi. Prowadziła do niego prywatna dróżka. Megi nagle odwróciła się na pięcie tak jak by o czymś zapomniała.
- Ej Roza! Nie zapomnij, że jutro jest impreza u Jacka!
- Już nie mogę się doczekać ! – zawołałam przez ramię, machając jej na porzegnanie. Gdy doszłam do domu stanęła mi historia, która powtarza się co rok.
- Ech… No i się zacznie. - Nigdy nie lubiłam zakończenia roku z jednego ważnego powodu. Świadectwa. Weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam na fotelu by mogła się wysuszyć. Buty położyłam przy kaloryferze. Wzięłam głęboki wdech, brzuch związał mi się w wielki supeł. Weszłam do salonu, jak najwolniej potrafiłam. Mama z tatą czekali już, by zobaczyć świadectwo. Oczywiście ich mina nie była uśmiechnięta po zobaczeniu ocen.
- Roza mam na dzieje, że w następnym roku będą lepsze oceny, nie chce widzieć żadnych trójek.
- Mama ma racje- wtrącił się tata- musisz się od następnego roku wziąć za naukę, żadnych wyjść na imprezy ani spotkań zrozumiałaś? - dodał ojciec
- Co?!- no nie wierzę, nigdy nie widziałam taty w takim stanie zawsze był… No bardziej wyrozumiały, a tym razem mówił do mnie surowym tonem, którego nie słyszałam... no prawie od zawsze - Obiecuje, że się poprawie tylko nie dajcie mi szlabanu. - próbowałam ich jakoś przekonać
- Pomyślimy, zobaczymy- odrzekła mama - Teraz, choć musisz się wysuszyć i przebrać, bo jesteś cała przemoczona. – Uśmiechnęłam się do niej krzywo i poszłam do pokoju. Założyłam swoją ulubiona białą bluzkę z nadrukiem ,, Look me !’’ i czarne rurki, wysuszyłam włosy i spięłam je w kok. Poprawiłam standardowy makijaż, błyszczyk oraz tusz do rzęs. Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i usiadłam przy stole.
- No to opowiadaj. Jak było w szkole ? Działo się coś ?- spytał tata
- Nie zupełnie to co zawsze, przedstawienie, gratulacje, śpiewanie itp.
- Rozumiem. - tata pokiwał głową i zaczął przełączać w telewizorze programy, aż trafił na jakąś komedię. Wspólnie z rodziną zaczęliśmy ją oglądać

*

- No i co teraz ? - Emily wyszła z samochodu, przyglądając się jak Erik zagląda w wnętrze mercedesa.
- Cholera ! Zepsuła się chłodnica, bez tego nie ruszy. – zaraz po tym uderzył w zderzak i oparł się o bok samochodu z założonymi rękami.
- No to co robimy? – spytała – Mówiłam, że lepiej pojechać końmi. One nigdy nie zawodzą.
- Emily… - pokręcił głową Damien - to nie te czasy, nie wydawało by ci się dziwne gdybyś zobaczyła trzy zakapturzone postacie, jeżdżące na koniach w deszczu ? – uśmiechnął się
- Ech… może i masz racje, ale to nie zmienia faktu, że nie mamy transportu. Masz może jakieś sugestie?
- Musimy na jakiś czas znaleźć schronienie by nikt nas nie zobaczył. - zasugerował Damien. 
- Najbliższy dom jest zaraz za tym wzniesieniem. – dodał Erik, bardziej ożywionym i podnieconym głosem.
- Cóż, nie mamy innego wyboru, zostaniemy tam, aż ucichnie burza. – odpowiedziała Emily
- Już się nie mogę doczekać – wyszczerzył się Erik. Emily zauważyła że, Damien jeszcze stoi patrząc na żółty dom.
- Damien idziesz ? – spytała Emily widząc jego wahanie.
- Tak… już idę, zdawało mi się że… ech… nie ważne. – założył kaptur na głowę- Tylko Erik… Proszę, nie rób nic głupiego.
- Nie bój się, będę grzeczny.- wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Chce tym razem wrócić bez żadnych problemów.

*

- Nie no, on jest nie możliwy – zaczęłam się śmiać z aktorów grających w filmie. Gdy nagle zadzwonił dzwonek do naszych drzwi. Wszyscy w pokoju, aż podskoczyli. Ciekawe kto chodzi w taką burze po okolicy.
- Roza, odtworzysz? - Spytała mama
- Tak, jasne. – Zeszłam po schodach zastanawiając się kto to może być. Gdy otworzyłam drzwi, nagły podmuch wiatru popchnął mnie wgłąb pokoju. W pierwszej chwili, aż zabrakło mi oddechu. Gdy już doszłam do siebie spojrzałam na trzy czarne postacie stojące w drzwiach. Byli naprawdę wysocy, mierzyli może z ponad 180 cm. Dwoje mężczyzn i jedna kobieta. Od razu przypomniały mi się te stare horrory, które oglądałam ze znajomymi w kinach. Przyglądałam im się z uwagą, zdawało mi się, że już gdzieś ich widziałam…
- Możemy wejść? Popsuł nam się samochód i nie mamy gdzie się schować. - Odpowiedziała czarno-włosa kobieta. Miała piękny, dźwięczny głos. Delikatny i wysoki. 
- Em… Chyba tak, rodzice nie powinni mieć nic przeciwko.- Niedługo po tym zjawili się rodzice by zobaczyć kto nas odwiedził. Miałam bardzo dziwne uczucie, które mówiło mi bym ich nie wpuszczała i uciekała jak najdalej.
Do środka najpierw weszła kobieta. Miała proste, długie, czarne włosy, które pasowały do brązowych oczu. Wyraziste rysy twarzy i pełne, czerwone usta. Następnie do pokoju wszedł blondyn. Miał krótkie i mokre włosy od deszczu, a jego ciemno zielone oczy mieniły się w świetle żarówek. Był bardzo dobrze zbudowany. Na końcu wszedł czarno włosy mężczyzna. Był wyższy ode mnie, tak jak jego znajomi. Miał na sobie kaptur, przez który nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Gdy go zdjął ujrzałam dosłownie anioła. Mówię poważnie. Jasna karnacja, czarne, rozwichrzone, krótkie włosy i ciemne oczy. Był nieziemsko przystojny. Miał… taką jak by aurę, która mnie do niego przyciągała. Jego pięknie wyrzeźbione ciało, pełne czerwone usta. Aż zadrżałam wyobrażając sobie ich dotyk na moich. Każda kobieta chciałaby mieć takiego mężczyznę przy sobie. Stałam, jak wryta w ziemie. Obudziło mnie dopiero odchrząknięcie taty. Mama jak to ona, zaprosiła przybyłych na górę, by napili się czegoś ciepłego. Weszliśmy na górę do kuchni. Rodzice podali kilka rzeczy, lecz oni nie chcieli nic zjeść. Powiedzieli, że już jedli i nie są głodni.
- To popsuł się wam samochód ?– spytał tata kiwając głową
- Tak, właśnie wracaliśmy, gdy chodnica przestała działać… - opowiedział blondyn. Miał niski, ale silny głos. Tata pokiwał głową, myśląc co z tym zrobić. Zapanowała chwila ciszy.
- A tak przy okazji – odezwała się kobieta- Jestem Emily, to Erik – wskazała dłonią siedzącego blondyna, który podniósł rękę i się uśmiechnął, wyglądał na luzaka, który się niczym nie przejmuje. – A to Damien. – Damien… to słowo rozbrzmiewało w mojej głowie echem. Tak jak bym już je gdzieś słyszała… Nie no ! Kompletnie oszalałam! Mam po prostu bujną wyobraźnię, za dużo się naoglądałam tych filmów. Jestem jedną z najpopularniejszych osób w szkole liczącej 900 uczniów, na pewno ktoś miał tak na imię. Musze się ogarnąć. Kurczę, chyba ominęłam kawałek rozmowy.
- To trochę daleko – odpowiedziała mama.
- Gdy przestanie padać, może uda mi się wam pomóc. – odpowiedział tata po czym się uśmiechnął.
- Naprawdę nie trzeba, damy sobie radę. Wystarczy tylko, że zadzwonimy do znajomych i podwiozą nas. – Odpowiedział Damien. O mamo… ale miał piękny głos, głęboki a zarazem delikatny… nie ! Opanuj się!
-Roza może pójdziesz razem z…? - spojrzała mama na mężczyznę, który siedział naprzeciwko mnie. Ech, ta jej niezawodna pamięć.
- Damien- odpowiedział. Mama uśmiechnęła się do Damiena i zwróciła się do mnie.
- Może zaprowadzisz Damiena do siebie? Ten telefon niestety się zepsuł, - wskazała na urządzenie za sobą - ale twój chyba działa, prawda ?- co takiego ? Miałam zaprowadzić obcą osobę do swojego pokoju ? Nie ma mowy !
- Tak, ale…- mama zmroziła mnie swoim lodowatym spojrzeniem, nie miałam wyboru, musiałam ulec. Westchnęłam.
– Tak działa. – Wstałam niechętnie i zaprowadziłam Damiena do swojego pokoju. Przez całą drogę czułam, jak nieustannie mi się przygląda, każdy krok, każdy ruch... Jakby chciał przewiercić wzrokiem moją duszę. Krzywo się uśmiechnęłam i podałam mu telefon. Zaczął wykręcać jakiś numer. Po chwili w słuchawce odezwał się głos.
- Cześć Dymitr... słuchaj, popsuł się nam samochód, mógłbyś przyjechać po nas ? Jesteśmy niedaleko Calstock – chwila ciszy na odpowiedź – Tak, mhm , ok.- odłożył słuchawkę i zwrócił się do mnie – Niedługo przyjadą po nas, muszą tylko coś jeszcze załatwić. – po tym usiadł na fotelu obok biurka. Ja usiadłam na obrzeżu łóżka. Wiem, że to trochę przesadzam, ale coś mówiło, że jest niebezpieczny. Nie no…  Przecież to normalny chłopak, który… jest niesamowicie przystojny i trochę tajemniczy, i… Nie! Obudź się! Jezu, co się ze mną dzieje… Ale gdy znów patrzę w jego ciemne oczy, to po prostu rozpływam się… Moje marzenia przerywa mi jego głos.
- Masz na imię Roza tak?- Jego głos był spokojny, opanowany, był jak aksamit. Potrzęsłam głową by się obudzić.
- Tak.- Siedzieliśmy w ciszy tak przez dłuższą chwile, serce biło mi tak mocno, że mógł je usłyszeć nawet Damien. Nie wiem, dlaczego, może to przez tą dziwną, niewidzialną aurę, co miał wokół siebie? Zaraz po tym uśmiechną się jak by słyszał moje myśli. Czułam, że robię się czerwona jak burak. Przy Jacku czułam się całkowicie inaczej niż przy nim. Żeby go nie speszyć musiałam jakoś potrzymać rozmowę.
- Podobno gdzieś jechałeś? Gdzie dokładnie ? - spytałam
- Do rodziny. Dawno u nich nie byłem i postanowiłem wraz z przyjaciółmi ich odwiedzić.
- Ach… - cisza. Wymyśl coś !
-Ile masz lat?- Zapytał. Zaskoczył mnie tym pytaniem. Widząc moją minę zmarszczył brwi. – Wybacz jeżeli jestem zbyt nachalny…
- Nie, nic nie szkodzi – uśmiechnęłam się- 17. A ty?
- 19. -też się uśmiechnął- Masz bardzo dużą kolekcje zdjęć. -Znów mnie zaskoczył. Spojrzałam na półkę z pamiątkami stojąca w rogu pokoju.
- Em… Tak, lubię je kolekcjonować, przypominają mi dobre czasy- Spojrzałam na fotografie i uśmiechnęłam się- A ty ? – teraz to ja zbiłam go z tropu.
- Nieszczególnie, gdy byłem młodszy zapalił się nam dom. Pożar wszystko spalił.
- Przepraszam nie chciałam… - zrobiło mi się go żal, odczułam potrzeba by go jakoś pocieszyć.
- Nic nie szkodzi – uśmiechnął się do mnie i później znów spojrzał na fotografie. – To nie twoja wina.- Nagle usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Jakby jakiś talerz spadł na podłogę w kuchni, wstałam by zobaczyć, co się stało.
- Poczekaj chwilkę muszę zobaczyć, co się…- nagle pojawił się obok mnie w sekundę, tak jak by 5m było jak tylko kilka cm. Złapał mnie za nadgarstek tak mocno, że wydałam z siebie ciche jęknięcie. Lewą ręka odchylił mi szyje. Odtworzyłam szeroko oczy, z przerażenia nie wiedziałam, co się dokładnie dzieje. Był to jak sen albo raczej koszmar, bałam się jak diabli. Jego skóra była zimna… twarda, jak kamień. O co chodzi ? Co się dzieje ? To jakiś wariat. Chory człowiek na głowę ! 
- Spokojnie chce tylko coś…- nie byłam w stanie go dłużej słuchać, serce zaczęło mi szybciej bić nie wiedziałam, co mam robić, co ja mam robić… Nie mogę przecież umrzeć, nie mogę zostawić przyjaciół i rodziny… Boże ! Mama i tata! Muszę ich uratować!
- Puść mnie! - Zaczęłam się wyrywać, szarpać, ale to na nic. To nie może być koniec, nie może… Poczułam jak łzy napływają mi do oczu. I nagle piorun uderzył w dom, wszystko zrobiło się jasno. Było coraz cieplej uświadomiłam sobie, że mieszkanie zaczyna się palić. Czuje jak chwilowo uścisk Damiena słabnie. - Teraz! - Krzyczy w mojej głowie głos. - Uciekaj! - Jednym szarpnięciem udaje mi się wyswobodzić, zbiegam szybko po schodach biegnąc uratować rodziców, ale staje znieruchomiała pomiędzy salonem, a kuchnią patrząc na nieruchome ciała moich rodziców, leżące na podłodze. Teraz łzy płynęły mi już po policzkach. Chciałam ich szybko wydostać z palącego się mieszkania, gdy za rogu wychyliła się czarna postać
- A dokąd to?- Stanął na wprost mnie blondyn z szyderczym uśmiechem i lodowatym spojrzeniem. Znieruchomiałam… Co mam robić… Co się dzieje... Nic nie rozumiem. - Musisz uciekać! - Znów ten głos... Nagle kolejny grzmot pioruna, a oczy blondyna zaiskrzyły się na czerwono. Wyciągał już rękę w moim kierunku by mnie złapać. - Rusz się i uciekaj! - Coś we mnie drgnęło i zaczęłam biegnąc w kierunku drzwi. Nie mogłam w to uwierzyć. Kim oni są ? Czym oni są ? W głowie miałam mętlik. Zbiegłam szybko po schodach, wybiegłam z domu i podbiegłam w stronę płotu, szybko i zwinnie go przeskoczyłam i ruszyłam w kierunku lasu. W głowie przelatywały mi obrazy rodziców, przyjaciół, rodziny. Chciałam wrócić, ale co by to dało ? Zabili by mnie tak jak moich rodziców. Gdy już prawie dobiegłam do lasu nagle noga u tchnęła mi w małej szczelinie pomiędzy kamieniami. Przewróciłam się i usłyszałam głośny trzask. Zaczęłam krzyczeć z bólu. Był tak okropny, rozszedł mi się od kostki, aż do kolana. Powoli wyczołgałam się by zobaczyć jak wygląda. Gdy na nią spojrzałam zakręciło mi się w głowie. Odwróciłam się na plecy i oparłam się o najbliższe drzewo. Znów przeszły mi przez głowę obrazy leżących na podłodze zakrwawionych rodziców. To był już koniec. Oddychanie sprawiało mi trudność. Spojrzałam na palący się dom, nawet deszcz nie mógł go ugasić. W głowie coraz bardziej mi się kręciło. Chciałam odejść. Chciałam, by już się to skończyło. Moi rodzice nie żyją, nie mam domu, nie mam niczego. Oczy zaczynały mi się powoli zamykać.
- No proszę, co my tu mamy- usłyszałam żeński głos, powieki strasznie mi ciążyły ale spróbowałam je otworzyć. Była to kobieta, ale nie ta, co była wtedy w domu, tylko jakaś inna.  Wciągnęła gwałtowniej powietrze. - Ahh... Nigdy nie czułam tak smakowitego zapachu. -  Uśmiechnęła się do mnie szyderczo, złapała mnie za bluzkę i podniosła. Wisiałam tak kilka centymetrów nad ziemią. Kobieta uśmiechnęła się do mnie złowrogim uśmiechem i rzuciła w stronę drzewa. Uderzyłam plecami o nie z taką siłą, że nie mogłam złapać oddechu. Nie zdążyłam się lekko zsunąć, a ona podbiegła do mnie, z niewyobrażalną prędkością, złapała mnie za szyje i  podniosła mnie tak wysoko, że nogi dyndały mi jak u szmacianej lalki. Ból prawie ustępował, wszystko powoli robiło się ciemne, wszytko się rozmazywało. Nagle usłyszałam głos Damiena z oddali.
-Zostaw ją!- Jego głos był ostry i stanowczy- Zrozumiałaś?! Masz ją zostawić! - zbliżał się do nas
-Ona jest moja!- Ryknęła kobieta. Jej zęby zaczęły się zbliżać do mojej skóry, czułam jej zimny oddech. Nagle Damien z niewyobrażalną szybkością złapał kobietę za ubranie i rzucił nią na kilka metrów w tył. Nieznajoma syknęła na niego, a jej oczy zrobiły się krwawo czerwone, przybrała podobną pozycję do lwa szykującego się do skoku na ofiarę. Zaraz po tym przybiegła kobieta z blondynem, ci, którzy zabili moich rodziców. Rzucili się na nią. Nie wiedziałam co się teraz w ogóle działo. Nie miałam sił by już utrzymać otwarte oczy, wszystko zaczęło się robić coraz ciemniejsze. Lekko opadłam na ziemie, w tym czasie Damien szybko do mnie podbiegł i złapał mnie.
-Roza, Roza! Słyszysz mnie? Roza! Tylko nie zasypiaj.- Jego głos się oddalał, coraz dalej i dalej, widziałam że coś mówi do mnie, ale już go nie słyszałam, wszystko zaczęło znikać. Ostatnie co zobaczyłam to jego piękne ciemne oczy.

***********************

No ! Mój pierwszy rozdział. xD Mi się bardzo podoba, mam nadzieję, że wam również. <3 Przepraszam za wszystkie błędy. Zachęcam do komentowania ! <3