piątek, 20 stycznia 2012

Rozdział V Kłótnia


- No, no. Wybieracie się gdzieś beze mnie ? – Erik wyszczerzył się do nas pokazując swoje zęby… zęby, które rozszarpały moich rodziców, przez głowę przeszedł mi obraz tamtego wieczoru. Martwe ciała rodziców, czerwone oczy, krew... Patrzyłam na niego wielkimi ze strachu oczami. - Dymitr jeśli myślisz, że Damien się o tym nie dowie, to jesteś w wielkim błędzie. Dobrze o tym wiesz, że zabronił jej wychodzić z tego pokoju,
- Zabronił również takim jak ty tu wchodzić. – W głosie Dymitra było słychać groźną nutę. Przez chwilę oczy Erika zabłysły na czerwono, a jego uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej.
- Czyżby ? Mogę robić co chcę. Nikt mi nie będzie mówił co mam robić. Zwłaszcza jeżeli chodzi o te małe, ludzkie dziecko.- wskazał na mnie palcem - Równie dobrze mogła by posłużyć dla nas jako przekąska, zresztą jak jej rodzice.- w tym momencie coś we mnie drgnęło. Spuściłam głowę, czułam jak do oczu napływają mi łzy.
- Morderca…- wyszeptałam, cała się trzęsłam z narastającej we mnie furii. Poderwałam głowę do przodu – Wynoś się stąd ! Wynoś ! Nienawidzę Cię !
- Coś ty do mnie powiedziała ? – jego oczy znów zajarzyły się na czerwono. Zrobił krok w moją stronę – Jak śmiesz tak do mnie mówić ! Jesteś zwykłym śmieciem ! Mogłem Cię wtedy zabić. – obnażył swoje kły, a z gardła wydało się głośne warknięcie – Już nie żyjesz. – W tej chwili Dymitr zasłonił mnie sobą.
-Nie waż się jej nawet tknąć. – w głosie Dymitra było słychać wrogość. Przeszedł mnie dreszcz. Jego oczy zaświeciły się na czerwono. Przez chwilę patrzyli się na siebie, w końcu Erik odwrócił się do nas tyłem. Zatrzymał się tylko na chwilę we framudze drzwi. Spojrzał na mnie przez ramię.
- Do zobaczenia, Roza – uśmiechnął się i zniknął. Zaraz po tym rozpłakałam się. Ugięły się pode mną kolana, a twarz schowałam w dłoniach. Poczułam dłoń na swoim barku.
- Hey, nie przejmuj się nim, to zwykły dupek…
- Nie ! – odskoczyłam od Dymitra jak opatrzona – Wszyscy jesteście tacy sami ! Wy tylko zabijacie ! Miał rację. Równie dobrze mógłbyś mnie teraz zabić. Nie mam już po co żyć, a ten tam – wskazałam na drzwi - jak go nazwałeś – dupek, przypomniał mi to. Po co unikać tego co i tak w końcu nastąpi ? Proszę… - spuściłam wzrok, czułam jak łzy spływały mi po policzkach. Ból w klatce piersiowej stawał się nie do zniesienia. Spojrzałam mu prosto w oczy – zabij mnie. - w tym momencie w Chrisie coś drgnęło. W spojrzeniu było widać zaskoczenie. Patrzył na mnie świdrując mnie oczami. Wręcz czułam jak jego wzrok przeszywa mnie.
- Roza ! Matko co się stało ?! – do pokoju weszła Emily, lecz ja nie odrywałam wzroku od Dymitra. – Słyszałam krzyki, bałam się, że któryś z uczniów złamał zakaz i wdarł się tu do ciebie… – spostrzegła, że patrzę na Dymitra. Miała nie odgadniony wyraz twarzy. Coś jak mieszanka zdziwienia oraz wściekłości. – Był tu Erik ! Cholera. Ten dzieciak zaczyna grac mi na nerwach. – wzięła większy oddech i znów spojrzała na mnie. Obie dłonie położyła mi na ramionach. Czułam jak z jej dłoni wypływa do mnie ciepło. Każdy mój napięty do tej pory miesień powoli się rozluźniał. – Nie martw się nim. – przytuliła mnie do siebie. Kiwnęła głową w kierunku drzwi, pokazując by Dymitr zostawił nas same. Aż do jego wyjścia nie spuszczałam z niego wzroku. Później znów się rozpłakałam. Emily głaskała mnie po głowie, mówiąc cały czas, że wszystko będzie dobrze. Trochę czasu minęło aż się uspokoiłam. Emily sięgnęła do spodni. Dopiero teraz zauważyłam, że znów jest inaczej ubrana. Miała teraz na sobie zielony T-shirt i szare rurki. Podała mi chusteczki. Gdy już doprowadziłam się do porządku wzięła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w kierunku drzwi.
- Emily… gdzie my idziemy ? Przecież nie wolno mi wychodzić.
- Chodź muszę ci coś pokazać. Na pewno ci się spodoba. – miałam już zaprzeczyć i wyrwać się jej, ale była zbyt silna. Szłyśmy razem przez, nie wiem jak długie, korytarze. Myślałam w pewnym momencie, że nie mają końca. Były oświetlone naściennymi lampami oraz wielkimi żyrandolami. Na ścianach wisiało wiele obrazów. Podłoga była marmurowa, a na niej ciągnął się czerwony dywan. Czułam się jak w tych zamkach z bajek. Po drodze nie widziałam żadnego innego pokoju. Musiałam być w jakiejś osobnej części zamku. Korytarze skręcały oraz przecinały się wzajemnie. Znajdowałam się chyba w jakimś ogromnym labiryncie. Może… to dlatego umieścili mnie w takim pomieszczeniu, żebym później nie mogła się stąd wydostać ? Po plecach przeszedł mnie dreszcz.
- Już prawie jesteśmy – odparła Emily. Całą drogę parzyła wciąż przed siebie. Ledwo co za nią nadążałam. Po chwili poczułam zapach świeżego powietrza. To co zobaczyłam, zaparło mi dech w piersiach.


********************************

Ten trochę szybciej dodałam ze względu, że miałam więcej czasu. xD Mam nadzieję, że się spodoba. ^^ Z góry przepraszam za wszystkie błędy... ;x

niedziela, 15 stycznia 2012

Rozdział IV Dymitr


- Witaj Roza. – Mężczyzna uśmiechnął się i spojrzał mi prosto w oczy. Stałam jak zamurowana. Gdzie jest Emily ? Kim on jest ? Co on chce ode mnie ?- Emily trochę się spóźni, musi jeszcze parę wykonać obowiązków, więc poprosiła mnie bym się tobą zajął i dopilnował ci towarzystwa. – Czekaj… Co proszę ?! O nie… nie wybaczę jej tego. Jak mogła go tu przysłać ? Przełknęłam ślinę. A jeśli jest taki jak Erik ? Po plecach przeszedł mnie dreszcz. Nie… nie jest taki jak on. Erik najchętniej od razu skoczyłby do mojego gardła przy pierwszej lepszej okazji jaka się natrafi.- Ah… gdzie moje maniery. – ukłonił się – jestem Dymitr. Spotkaliśmy się dziś rano. Nie miałem wtedy okazji się przedstawić. Damienowi strasznie się spieszyło. Ostatnio jest trochę... niespokojny… – przeniósł wzrok z mojej twarzy na włosy- Widzę, że brałaś kąpiel.– po czym znów przeniósł wzrok na mnie i się uśmiechnął.
- Skąd wiesz ? - Patrzyłam na niego ze zdziwieniem
– Czuć wilgoć w powietrzu. – wyszczerzył się w łobuzerski uśmiech. Oczywiście… przecież wampiry przeważają ludzkie zmysły o sto razy… Jaka ja jestem głupia...
- Może masz ochotę się przejść ? – spytał. Spojrzałam na drzwi. O nie, nie ma mowy. Jeśli jest ich tam więcej, co sam Damien to przyznał, to nie mam zamiaru się stąd ruszać. A jeśli za drzwiami czeka Erik ? Cofnęłam się krok do tyłu kręcąc głową. – Nie bój się, nikogo tam nie ma. Nikt nie mają prawa cię tknąć. Wiedzą co by się wtedy stało.
- Co takiego ? – ugryzłam się w język, cholera, ten mój długi jęzor.
- Hm… Znając Damiena, a ostatnio, jak już mówiłem, jest bardzo nerwowy, można się spodziewać wszystkiego. Pewnie poszczułby ich trochę ogniem. – Patrzyłam na niego ze zdziwieniem, a zarazem z przerażeniem. Ogniem ? Wyobraziłam sobie jak jeden z wampirów zamienia się w żywą pochodnię. Przeszedł mnie dreszcz zaraz po tym Dymitr wybuchnął śmiechem - Nie bój się, nie jest taki zły jak się wydaje, znam się z nim od kiedy był małym chłopcem.
- Ile już się znacie ? – cholera ! Znowu się skarciłam w myślach za ten mój długi jęzor.
- Hm… Będzie już z 5 wieków. – popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
- Boże... - poczułam jak nogi się pode mną uginają. Przyłożyłam swoją dłoń do ust, zauważyłam, że drży.
- Wiem, że to teraz trudno ci wszystko zrozumieć… - westchnął i przeczesał swoje włosy ręką, zastanawiając się pewnie co mi powiedzieć .
- A ty ile masz lat ? – zdziwiłam się, ze to pytanie tak łatwo mi przyszło. Zaskoczyłam go tym, bo popatrzył na mnie ze zdziwieniem. Zmarszczył brwi.
- Coś około 550 lat – popatrzyłam na niego przerażonymi oczami, a później spuściłam wzrok na podłogę. Usiadł koło mnie i jak najdelikatniej potrafił, położył rękę na moim ramieniu, ale i tak drgnęłam. Przerażało mnie to wszystko. Miałam obok siebie 550-letnią śmiercionośną broń do zabijania.
- Ilu jest tu was jeszcze ? – wyszeptałam, głos mi drżał, czułam jego wzrok na sobie. Przez chwilę wahał się czy mi powiedzieć.
- 21 wraz ze mną, Emily i Damienem. – przełknęłam głośno ślinkę. Czyli za tymi drzwiami jest jeszcze 18 niebezpiecznych wampirów, którzy mogą mnie w każdej chwili dopaść, choć wiedzą, że Damien zabronił mnie tknąć. Zaraz…
- Dlaczego Damien im zakazał, aby nic mi nie zrobili ?- spytałam
- Sam jestem ciekaw, – uśmiechnął się do mnie – pewnie musisz mieć coś w sobie wyjątkowego jeśli dziedzic rodu Niedźwiedzia, chroni ludzką dziewczynę. – popatrzyłam na niego wielkimi oczami, pewnie wyglądałam jak bym zobaczyła ducha.
- Dziedzic ? Czyli… Jest księciem ? Ale… jak ? To wszystko robi się coraz bardziej pogmatwane… - zaczęłam masować skronie, bo zaczęła mnie od tego wszystkiego boleć głowa.
- Może chcesz zaczerpnąć trochę świeżego powietrza ? – chwilę się zawahałam. Czy naprawdę chciał mnie stąd wypuścić ? Mogłabym przecież wtedy uciec… nie… nie udałoby mi się to. Przecież jest ode mnie sto razy szybszy. Kiwnęłam głową.
- Tak, z wielką chęcią. – Chris pomógł mi wstać, miałam iść już w kierunku drzwi, gdy nagle we framudze pojawił się Erik.
- No, no. Wybieracie się gdzieś beze mnie ?


*********************************
Tak, tak wiem XD Miałam co tydzień dawać posty, ale nie mam kiedy. x,x Przepraszam was za to bardzo. ;x Jak zauważyliście jest o wiele więcej dialogów niż w ostatnim poście. xD Przepraszam was również za błędy ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne czy powtórzenia, ale pewnej osóbce strasznie się śpieszyło bym dodała nowy rozdział. XD Zapraszam do czytania i komentowania.! :*