niedziela, 5 lutego 2012

Rozdział VI Ogród


Byłam oszołomiona widokiem, który miałam przed sobą. Wielki labirynt z żywopłotu na wysokość metra, pośrodku stała wielka fontanna. Na jej czubku można było dostrzec cztery lwy z których płynęła woda, która spływała kaskadą. Wokół niej rosło wiele kolorowych kwiatów. Z labiryntu wychodziła kamienna dróżka, która później otaczała wielki staw. Dalej prowadziła do bramy. Teren był ogromny, ogrodzony wysokim kamiennym murem z różnymi wyrzeźbionymi wzorami. Dalej za ogrodzeniem zauważyłam las. Musieliśmy znajdować się na jakimś pustkowiu odciętym od cywilizacji. Niebo było pełne migoczących gwiazd. Nie mogłam przestać patrzeć na odbijający się blask księżyca w tafli stawu. Było tu tak magicznie…
- Wiedziałam, że ci się to spodoba – zapomniałam całkowicie o Emily. Stała obok wpatrując się we mnie z uśmiechem.
- Tak… Jest tu naprawdę bardzo pięknie. – Zaczerpnęłam głębszego oddechu. Poczułam jak ból głowy oraz zdenerwowanie po wizycie Erika ustępuje. Ciepły wietrzyk muskał moją twarz przynosząc piękna woń róż. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Czułam jak na twarzy pojawia mi się uśmiech. Szelest liści i szmer wody był tak piękny…
- Słyszysz ją ? – spytała Emily. Zdziwiło mnie to pytanie, spojrzałam na nią z zaciekawieniem
- Kogo ?
- Matkę ziemi i nocy. - nadal patrzyłam na nią z zaciekawieniem. Rozśmiała się widząc, ze ciągle nie wiem o co jej dokładnie chodzi. Spojrzała przed siebie w kierunku stawu. – Znajduję się ona w każdym żywym stworzeniu. W każdej roślinie, w wietrze, w wodzie. Wystarczy się wsłuchać. – wzięłam głębszy oddech i podążyłam za radą Emily. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w noc. W wiatr, w szmer wody i szelest liści. Nie wie ile to trwało, ale powoli zaczęłam marznąć. Miałam powiedzieć, że to nie ma sensu, gdy nagle usłyszałam gdzieś głęboko swojej głowie cichy szept.
- Roza…
- Emily ! – Z wyciszenia oderwał mnie czyjś zdenerwowany głos. Serce zabiło mi mocniej. W naszym kierunku szedł Damien. Nie był zadowolony widząc mnie poza moim pokojem. – Jak mogłaś ją tu przyprowadzić ?! Wiesz co mogło się stać ?! Opuszczam Akademią na 5 minut, a wy już robicie co wam się podoba.
- Bolała ją głowa, a jeszcze leków nie mamy. Pomyślałam więc, że może świeże powietrze jej dobrze zrobi. – dotknęła mojego ramienia. Uświadomiłam sobie, że cała się trzęsę. Damien spojrzał na mnie. Czułam, że zaraz serce wyleci mi z klatki piersiowej. Przez chwilę w jego oczy złagodniały. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, choć wiedziałam, że z każdą sekundą coraz mocniej biło mi serce. Znów czułam się jak wtedy w pokoju. Cały świat zniknął byliśmy tylko my. Był taki piękny. Ubrany w czarny T-shirt oraz niebieskie jeansy. Czarne rozwichrzone włosy, ciemne oczy, duże usta, potężna sylwetka. Wyglądał jak bóg nocy. Znów zapragnęłam być przy nim. Poczuć ciepło bijące z jego ciała. Dotknąć go… Nagle wszystko pękło jak bańka mydlana. Znów przyjął gniewny wyraz twarzy. Przeniósł wzrok ze mnie na Emily.
- Zabierz ją stąd. Cała się trzęsie. Nie mam zamiaru wam później przypominać, że to wasza wina jak się rozchoruje. Idźcie już.
- Choć… -szepnęła do mnie Emily – Musisz się rozgrzać. – Wzięła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku budynku. Czułam jak Damien odprowadza mnie wzrokiem. Gdy weszliśmy z Emily do środka, spojrzałam przez ramię w kierunku gdzie ostatni raz widziałam Damiena. Był tam. Nasze oczy się spotkały. Znów patrzył na mnie wtedy jak byliśmy razem sami w pokoju. Patrzyliśmy na siebie tak długo, aż zniknął za ścianą. Z Emily kolejny raz weszliśmy w labirynt korytarzy które wiły się i skręcały we wszytki strony. Powrót o wiele szybciej minął niż na początku. Usiadłam na łóżku. Serce nadal biło mi jak młot o kowadło. Jak tylko przypominałam sobie jego duże, ciemne, ciepłe oczy czułam, że serce wyleci mi z klatki piersiowej.
-Musisz się położyć. Jesteś strasznie roztrzęsiona - bez słowa weszłam pod kołdrę. Położyłam się na boku patrząc twarzą do okna by widzieć zachodzący księżyc. Emily podeszła do drzwi i położyła rękę na włączniku światła.- Dobranoc. – uśmiechnęła się, zgasiła światło i wyszła. Byłam okropnie zmęczona. Dość sporo się wydarzyło jak na jeden dzień. Nie miałam siły dalej utrzymać otwartych oczu. Zasypiając widziałam znów piękne i ciemne oczy Damiena.

*********************************
No troszkę to trwało, ale jest ! ;3 Przepraszam, że taki krótki, ale następny będzie dłuższy, obiecuję. ^^ Przepraszam również za wszystkie błędy. Czekam na waszą opinię ;*