wtorek, 20 marca 2012

Rozdział IX Spór



  - Roza ? – twarz Damiena wyrażała zdziwienie. Dopiero gdy spojrzał mi w przerażone oczy zrozumiał co się stało. Widziałam jak zaciska szczękę i dłonie. Uniósł wzrok w kierunku bocznego korytarza, z którego dobiegało wołanie.
- Zaraz cię dopadnę ! Pożałujesz tego ! – słyszałam jak zbliżał się do nas głos Erika. – Zabiję cię ! – nagle zza rogu wybiegł Erik. Tam gdzie wcześniej sączyła się krew nie było żadnego śladu. Ani draśnięcia. Czy wampiry potrafią się tak szybko uleczać ? Jego rozwścieczone i jarzące się ogniem oczy spojrzały na mnie. Uśmiechnął się szyderczo. - Tutaj jesteś. – na sam dźwięk jego głosu po plecach przeszedł mnie dreszcz. Już szedł w moim kierunku gdy nagle drogę zagrodził mu Damien. Gwałtownie przystanął. Przez chwilę na jego twarzy malowało się zdziwienie i strach, lecz po chwili znów kipiała z niego złość. - Zejdź mi z drogi. – powiedział stanowczo, lecz Damien ani drgnął. Zbliżał się do nas wielkimi krokami. Serce biło mi jak oszalałe. Zabije nas, zabije… Cała się trzęsłam, patrzyłam w jego kierunku nie wiedząc co zrobić. Stanął dwa kroki od Damiena – Suń się. - powiedział
- Ani mi się śni. – głos Damiena był spokojny, choć napięte mięśnie zdradzały jego gniew. – Spróbuj ją tylko tknąć, a pożałujesz.
- Zobaczymy – Erik zaczął już wyciągać dłoń w moim kierunku, gdy nagle Damien chwycił go za nadgarstek, mocno ściskając i wykręcając. Z gardła Erika wydało się głośne warknięcie, obnażył zęby i zamachnął się drugą wolą ręką w kierunku twarzy Damiena. Ten zrobił szybki unik i uderzył go z łokcia w brzuch. Erik lekko się zachwiał wydając z siebie ciche jęknięcie. Damien chwycił go za ramiona i przyszpilił do ściany.
- Czy ty do reszty postradałeś rozum ?! Ostrzegałem cię i to nie jeden raz. Nie dociera do ciebie ? Nie mam zamiaru się więcej powtarzać. Masz się do niej nie zbliżać albo cię stąd wywalę, rozumiesz ? Jeszcze jeden wybryk, a zabiję cię własno ręcznie – te ostatnie słowa wycedził przez zęby niemal warcząc. Nigdy wcześniej nie widziałam Damiena tak zdenerwowanego. Po plecach przeszedł mnie dreszcz. Erik uśmiechnął się do Damiena, myląc go tym z tropu. Nagle uświadomił sobie co się stało, spojrzał na mnie odchodząc od Erika. Dopiero teraz zauważyłam, że trzymam dłonie na ustach, a po policzkach płyną łzy. Bestie… potwory… Te myśli kołowały mi się w głowie.
-Roza… Nie… nie bój się… - jego głos był spokojny. Wyciągnął dłoń ku mnie. - To nie tak jak myślisz…
- Nie ! – krzyknęłam przecząc głową - Nie dotykaj mnie ! - odwróciłam się i zaczęłam biegnąć. Chciałam się znaleźć jak najdalej od nich. Od tych zabójców… Potworów… Nie wiedziałam dokąd biegnę, chciałam po prostu znaleźć się jak najdalej od nich. Ujrzałam przed sobą wyjście na ogród, zbiegłam ze schodów, dalej przez labirynt, byłam już przy stawie, gdy zza pleców usłyszałam wołanie, nie wiedziałam kto to. Nie obchodziło mnie to.
- Roza ! Czekaj ! – nagle ktoś złapał mnie za ramiona przyciągając do siebie. Zaczęłam wymachiwać rękoma, próbując jakoś się uwolnić. Miałam zamknięte oczy, nie chciałam widzieć tych bestii.
-Puszczaj mnie !
- Już spokojnie, nic ci nie grozi. – rozpoznałam ten głos. Dymitr.


******************************

Eh... wyszedł trochę krótszy niż chciałam, ale brakowało mi weny... x,x Przepraszam za wszystkie błędy, ale mam nadzieje, że się podoba :) Zmieniłam trochę wygląd, lecz ten jest bardziej... próbny niż na jakiś dłuższy czas. ;3 Bardzo się cieszę widząc, że jest już 12 obserwatorów oraz tak dużo opinii. Dziękuję ! <3 Zapraszam do komentowania i dodawania się do obserwatorów ! :*


Nowy banner, który dziś robiłam. xDD 



sobota, 10 marca 2012

Rozdział VIII Pułapka


Serce biło mi jak oszalałe. Zaczęłam panicznie szukać drogi ucieczki. Mój wzrok zatrzymał się na otwartych drzwiach stojącymi za Erikiem. Odrzuciłam kołdrę i rzuciłam się pędem w kierunku wyjścia. Niestety, Erik był ode mnie szybszy i zagrodził mi drogę.
- Nie tak prędko. – stanął przede mną, przymrużając oczy - Mamy coś jeszcze do załatwienia. – złapał mnie mocno za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Puść mnie ! – zaczęłam się wyrywać i krzyczeć, mając nadzieję, że ktoś mnie usłyszy. – To boli ! – z jego gardła wydobył się warkot
- Nie mów mi co mam robić ! Taki ktoś jak ty nie będzie mi rozkazywać ! – byliśmy tak blisko siebie, że czułam jego zimny oddech na swoim policzku. Od siebie dzieliły nas tylko centymetry. Wyszczerzył się do mnie w złowrogim uśmiechem i rzucił mnie na podłogę. Upadłam twarzą na ziemię. Odwróciłam się do niego, próbując wstać. Erik stanął nade mną patrząc na mnie z góry błyszczącymi, zielonymi oczami. Była noc, światło księżyca, które malowało na jego twarzy cienie, sprawiało, że jeszcze bardziej wyglądał złowrogo. Uśmiechnął się do mnie pokazując białe zęby.
- No dalej. Na co czekasz ? Zabij mnie. – wyksztusiłam podnosząc się i patrząc spod zmrużonych powiek na Erika. Strach ustąpił teraz wściekłości. – Zabij mnie, tak jak zrobiłeś to z moją rodziną. - znów z jego gardła wydał się głośny warkot, a jego oczy z zieleni przybrały szkarłatny kolor. Ruszył na mnie z wielką siłą, przyciskając całym ciałem do ściany. W pierwszej chwili zabrało mi oddech. Patrzyliśmy sobie teraz w oczy przepełnione gniewem. Czułam jak napinają mi się wszystkie mięśnie. Jego twarz stężała, widziałam jak zaciska zęby, a na jego szyi pojawia się pulsująca żyła. Nagle cała jego złość ustąpiła miejsca rozbawieniu, a jego oczy znów przybrały naturalny kolor. Ten gość zaczynał mnie naprawdę przerażać. Wyciągnął do mnie dłoń, automatycznie zamknęłam oczy oczekując ciosu, jednak on delikatnie przeciągał palcem wzdłuż po moim policzku, później po szyi, aż do miejsca gdzie serce biło mi jak oszalałe. Ślady po jego dotyku zostawiały na moim ciele gęsią skórkę. Próbowałam się jakoś wyrwać, jednak dalej trzymał mnie w potrzasku.
- Naprawdę tego chcesz ? Chcesz abym wypuścił z ciebie życie ? – wzdrygłam się na samą myśl. Ale… czy właśnie tego nie powiedziałam ? By mnie zabił ? – A może… - wyszczerzył się teraz do mnie przenosząc wzrok z dłoni leżącym tuż nad moim sercem, na moje oczy. – Może najpierw rozprawiłbym się z twoją przyjaciółką ? Wyglądała bardzo apetycznie. – na podkreślenie tego oblizał sobie jeszcze usta. Zalała mnie fala gniewu i furii.
- Trzymaj się z dala od Megi !
- Bo co mi zrobisz ? Poskarżysz się mamusi ? A nie… przepraszam… Ty nie masz mamy. – wyszczerzył się do mnie przewiercając moją duszę mroźnym spojrzeniem. Udało mi się wyrwać dłoń z jego uścisku. Miałam już przywalić mu pięścią w twarz gdy złapał mnie za nadgarstek.
- Nic mi nie zrobisz kotku. Jesteś dla mnie za słaba. – poczym wykręcił mi dłoń, a ja krzyknęłam z bólu. Zacisnęłam mocno zęby. Moje oczy biły nienawiścią.
- No dalej ! Krzycz ! Może ktoś cię usłyszy ! – poczym wybuchnął głośnym śmiechem. Skrzywiłam się z bólu. Ręka strasznie mnie bolała. Przyszedł mi do głowy jeden pomysł jakim mogłabym się uwolnić. Zacisnęłam mocno zęby, nabrałam powietrza, gromadząc w sobie siły i wymierzyłam mu mocnego kopniaka w brzuch. Zabolało, ale udało się. Zaskoczyłam go, zgiął się w pół. Udało mi się wyswobodzić z jego uścisku. Nie zważając na ból w nodze jak najszybciej mogłam, zaczęłam kuśtykać do wyjścia.
- Nie tak prędko ! – Zjawił się tuż za mną. Nie przeczuwałam, że tak szybko dojdzie do siebie. Znów złapał mnie mocno za rękę, aż pobielała mi w kłykciach. Drugą ręką chwycił mój podbródek. Doznałam tak zwanego deja vu. Przed oczami stanęła mi chwila, gdy byłam sam na sam z Damienem w moim domu.
- Dość tego ! Już mi nie uciekniesz – wzmocnił uścisk, a ja jęknęłam czując, że zaraz połamie mi kości. Przybliżył głowę do mojej szyi. Czułam jego lodowaty oddech na karku. Myślałam, że serce zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Oddech miałam płytki i szybki. Umrę. Zabije mnie. Wciągnął gwałtownie powietrze nadal nie odrywając głowy od mojej szyi. Uśmiechnął się. – Nie uwolnisz się ode mnie… - zadrżałam. Wypowiedział to cicho, prawie szeptem, ale słyszałam to bardzo dobrze, usta miał tuż przy moim uchu. Jego głos był niski i spokojny, nie jak przed chwilą, zdenerwowany i podniosły. Po chwili zaczęłam tracić ostrość obrazu, wszystko zaczynało się powoli kręcić i rozmazywać.
- Nie uciekniesz mi…. – jego głos rozbrzmiewał teraz w mojej głowie. Był spokojny, czułam jak otula moją duszę… Uświadomiłam sobie, że się uśmiecha i powoli słabnie jego uścisk na mojej dłoni, ale nadal lewą dłonią trzymał mnie za podbródek. Jego prawa ręka musnęła mnie lekko o biodro. Poczułam jak przebiega przeze mnie prąd, łaskocząc każdy mój nerw. – Chcesz mnie… - znów przebieg mnie dreszcz. Usta zadrżały mi, tak jakby same chciały powiedzieć „tak”. Czułam dziwne wibracje płynące z jego dłoni, mój mózg nie mógł pracować. Wszystkiemu zaprzeczał, chociaż wszystko inne krzyczało i domagało się tego. Powoli drugą dłoń opuścił na moje biodro. Patrzyłam nieprzytomnym spojrzeniem w przestrzeń. Powoli przybliżył się otwierając usta, aby zatopić we mnie swoje zęby. Czy to już koniec ? Tak właśnie miałam umrzeć ? Był coraz bliżej, niemal czułam jego kły na swojej skórze. Coś głęboko w mojej głowie krzyczało : Co ty robisz ! Obudź się ! Nagle poczułam jakby ktoś mnie spoliczkował. Wróciłam do siebie. Znów kipiała ze mnie złość. Erik nie zdążył zareagować, gdy wymierzyłam mu solidny cios w nos z łokcia. Zawył z bólu. Z pomiędzy rąk sączył się czerwony płyn. Nie oglądając się na niego ruszyłam szybko przed siebie wybiegając z pokoju. Czułam pulsującą krew w moich żyłach. Adrenalinę zmagającą się z każdą sekundą. I kolejne deja vu. Podobnie było w moim śnie. Serce zabiło mi mocniej na tą myśl. Potrzasnęłam głową. Nie, nie mogę teraz o tym myśleć. Musze uciekać. Jeżeli mnie znajdzie… Wtedy na pewno mnie zabije. Tego jestem pewna. Powoli zaczynało brakować mi tchu. Próbowałam otworzyć w pamięci drogę na zewnątrz jaką prowadziła mnie Emily. Prawo, prawo, lewo, pierwszy korytarz po prawej. Obejrzałam się za siebie, chcąc upewnić się czy nie goni mnie Erik i nagle uderzyłam w coś twardego. Zachwiałam się i spojrzałam na przeszkodę, na którą natrafiłam. Zamurowało mnie. Świetnie, tylko tego mi brakowało.
- Damien ?!


**********************

Ok. Jak zauważyliście jest parę nowych postaci. Miałam już je wcześniej dodać, ale nie miałam kiedy. xD Przepraszam za wszystkie błędy, ale pisałam szybko na życzenie pewnej damy. ;D Dedykuje jej ten rozdział, bo wiem, że lubi takie... akcje. XD Myślę coś o zmianie wyglądu profilu. Może macie jakieś pomysły ? Z chęcią posłucham, bo nie wiem jak wam, ale... mi się ten wygląd już przejadł. xD Czekam na wasze zdanie !

Następny rozdział dodam gdy będzie 16 komentarzy. ;x

sobota, 3 marca 2012

Rozdział VII Ucieczka


Śniło mi się, że biegłam przez brukowe ulice. Byłam ubrana w białą suknię, która była brudna od błota oraz podarta. Sceneria przypominała osiedle z XVII - XVIII w. w Anglii, gdzieniegdzie można było zauważyć słabe światełko bijące z lamp naftowych, jednak omijałam je wielkimi łukami. Ktoś mnie gonił i nie mogłam pozwolić by mnie znaleźli. Dzięki temu, że była noc trudniej było mnie odnaleźć. Ale przed czym ja tak w ogóle uciekałam ? Dlaczego mnie gonili ? Duże krople deszczu uderzały w moją twarz, w płucach paliło mnie od zimnego powietrza. Gwałtownie skręciłam w małą uliczkę. Muszę uciekać, muszę uciekać… te słowa powtarzały się w mojej głowie echem. Jeszcze trochę, uda mi się. Zgubię ich. Ale chwileczkę… W tej chwili zorientowałam się, że to nie moje słowa. To nie ja biegłam… chociaż… czułam wszystko. Każdą krople deszczu, serce, które biło jak oszalałe, adrenalinę narastającą z każdym następnym krokiem. Tak jak bym tylko bezczynnie siedziała w czyjejś głowie, obserwując to wszystko z boku i przeżywając to samo co ona. Dziwne uczucie coś jak… wspomnienie… O mało co kobieta nie wpadła na mór, który wyrósł z nikąd. Szlag ! Moje drugie „ja” zaczęło rozglądając się po ścianach szukając drogi ucieczki. Z daleka było słychać odgłosy ścigających ją ludzi. Proszę nie znajdźcie mnie, proszę… Słyszałam błaganie w jej głowie. Nagle lampa światła padła na nią. Oświetliło jej twarz, przywarła plecami do zimnego muru, zaciskając dłonie w pięści.
- Znalazłem ją ! Tam jest ! – mężczyzna krzyknął do reszty swoich towarzyszy wskazując na kobietę. To koniec… Czułam rezygnację w jej głosie. Zabiją mnie… Straż otoczyła ją półkolem. Liczy się tylko to, że Jamie jest bezpieczny. Kocham cię Jamiezawsze będę. Przez głowę przeleciał mi obraz małego chłopczyka ukrytego w ciasnej szczelinie, ubranego w stare, podarte ubranka. Nie widziałam twarzy straży. Światło które padało za nich sylwetek oślepiało ją. Półkole odtworzyło się i do środka weszła postać. Wyciągnęła zwój i zaczęła czytać:
- Elizabeth Wertoni – jego głos rozbrzmiewał echem wśród ścian. Przeszedł mnie dreszcz słysząc „swoje” imię. Był ubrany tak jak reszta straży, w czarno-czerwony mundur.- Zostałaś skazana na rozstrzelanie za kradzież oraz próbę ukrycia przestępcy. –mężczyzna po wypowiedzeniu tych słów zwinął zwój i wyszedł z półkola. Żołnierze podnieśli równo strzelby. Czułam jak cały świat zamiera w tej jednej chwili. Serce biło mi jak oszalałe. Podniosłam głowę do góry łapiąc ostatni wdech. Zamknęłam oczy. Usłyszałam załadowanie do strzału. Rozluźniłam uścisk w dłoni. Uśmiechnęłam się wspominając ostatni raz twarz małego i bezpiecznego Jamie’go. Po policzku spłynęła mi łza.
- Kocham cię Jamie. – wyszeptała – Żegnaj…
- Nieee ! – krzyknęłam wyciągając dłoń aby uratować kobietę. Padły strzały. Kule przeszyły jej ciało. Zamarłam. Patrzyłam jak bezwładnie upada na ziemię. Po policzkach płynęły mi łzy. Miałam ochotę rzucić się na zabójców i ich rozstrzelać, jednak nie mogłam się ruszyć. Byłam oszołomiona tym co przed chwilą zobaczyłam. Żołnierze powoli rozeszli się, zostawiając jej ciało na kamiennej ulicy. Czułam nieubłagalny ból w klatce piersiowej i narastającą gulę w moim gardle. Miałam ochotę skulić się w kłębek i schować zapłakaną twarz w dłoniach. Po krótkiej chwili zauważyłam katem oka ruch w ciemnym zakamarku uliczki. Z ciemności wyłoniła się czarna postać. Musiałam mocno mrugać aby dojrzeć kto to. Był to wysoki mężczyzna. Miał może około 32 lat. Podszedł do kobiety, uklękną przed nią i delikatnie położył jej głowę na swoich kolanach. Odgarnął czarny kosmyk jej włosów z twarzy. Jej powieki zadrżały. Żyła ! Czułam niezmierną radość wiedząc, że przeżyła. W pewnej chwili zostałam wciągnięta do jej głowy. Dosłownie. Tak jakbym była teraz nią. Otworzyłam oczy. Uśmiechnęłam się. Nie czułam bólu. Byłam zbyt otępiała by cokolwiek czuć, jednak widok, który zaraz zobaczyłam szarpnął moim ciałem.
- John… - wyszeptała, w tym momencie oczy mężczyzny zajarzyły się na niebieski kolor, poprawiła mi się ostrość obrazu i wtedy go rozpoznałam. Mężczyzna z polany.

Obudziłam się łapiąc jak najwięcej powietrza, czułam się jakbym wstrzymywała oddech od ponad godziny. Cała się trzęsłam. Schowałam głowę w dłoniach, myślałam, że ból głowy zaraz roztrzaska mi czaszkę, zacisnęłam powieki. Co się ze mną dzieje ? Nagle poczułam okropne mdłości. Uniosłam głowę i otworzyłam oczy. Cały ból ulotnił się, a jego miejsce zajął strach. Serce zabiło mi mocniej, a żołądek związał się w supeł. Uśmiechnął się do mnie szyderskim uśmiechem.
- Erik !
- Witam. Jak się spało, Roza ?


*************************************

Przepraszam, że tak długo, ale brakowało mi ostatnio weny twórczej. xDD Przepraszam również, za wszystkie błędy. ;x Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. Zachęcam do komentowania, chętnie poznam wasze zdanie. ;3 Zachęcam również od dodawania się do obserwatorów. <3  Pewnie zaczynacie się domyślać że nasza Roza powoli przypomina sobie dawne wcielenia. ;33 Może nie długo zacznie odkrywać swoje moce ? ;D Dziękuję bardzo za tak dużą ilość komentarzy.! <3 Bardzo się cieszę, że moje chore wymysły podobają się. xD Parę osób wie, że te opowiadania są również zbudowane na podstawie moich snów. Akurat ten rozdział się do nich zalicza. Jeśli mam być szczera, prawie płakałam wraz z moja bohaterką opisując to wszystko co się działo. xD Ah, zapomniałabym.! ostatnio z nudów trochę pobawiłam się grafiką i stworzyłam coś takiego. xD



Cóż w pomniejszeniu napis jest troszkę niezrozumiały... xDD Jak by cuś to "Wojna dopiero się zaczyna..." <33